„Pomożesz mi… w „wolnej chwili”?”

30/04/2009

Znasz to? To ulubiony tekst pracowych-wykorzystywaczy. Na pewno nie jedna taka osoba pracuje w Twojej firmie (ja kilkakrotnie trafiłam na tego typu ludzi) i chętnie korzysta z uprzejmości innych. Pamiętam jak po przeprowadzce z Nowego Yorku do Polski rozpoczęłam pracę w warszawskiej siedzibie mojej firmy. Podczas mojego pierwszego dnia w firmie, poznałam wszystkich z działu w tym moją nową współpracowniczkę, która bardzo gorliwie się mną zajmowała. Pokazywała gdzie jest kuchnia a gdzie łazienka. Tłumaczyła, kto kogo lubi a kogo nie i dlaczego (chociaż plotki firmowe mnie nie interesują zostałam we wszystko wtajemniczona). Byłam jej wdzięczna, za pomoc w zaklimatyzowaniu się w biurze, ale do czasu. Po kilku dniach poprosiła czy mogę zostać trochę dłużej, bo ona jest umówiona na wizytę lekarską i musi zdążyć – zajmowałyśmy równorzędne stanowisko, więc zgodziłam się – trzeba sobie pomagać. Za dwa dni wpadła na mnie niby przypadkiem w korytarzu i wcisnęła mi raport, jaki dostała do napisania, ponieważ jest „tak zawalona robotą, że nie wyjdzie przed 22 – nawet bez tego raportu”. No dobrze, tu jeszcze starałam się być wyrozumiała.

Moja cierpliwość skończyła się, gdy dostałam maila od prezesa naszej firmy z informacjami na temat spotkania, na które za moją zgodą, (o czym nic nie wiedziałam) zgodziłam się iść zamiast koleżanki. W tym momencie miarka się przebrała. Powiedziałam jej, że nie życzę sobie tego typu podchodów i żeby szanowała mój czas, który poświęcam na wykonywanie swoich zadań – ważnych dla rozwoju mojego i całej firmy. Starałam się mówić to grzecznie – nie zależało mi przecież na kłótni z nią – niestety obraziła się. Ostatecznie nie udało jej się zyskać sympatii praktycznie nikogo z działu a i prezes nie patrzył przychylnie na jej pracę, świadom stosowanej przez nią tzw.„spychologii”. Dwa miesiące później zmieniła pracę a my odetchnęliśmy z ulgą. Ja za to utwierdziłam się w przekonaniu, że o swój czas trzeba walczyć i inni muszą go szanować. Jeśli nie szanują Twojego czasu to czy szanują Ciebie? Może znasz podobne przypadki zrzucania obowiązków na innych? Jak sobie radzisz w takich chwilach? Potrafisz być asertywny?


Robisz kilka rzeczy jednocześnie? Może masz w sobie coś z Napoleona?

27/04/2009

Napoleon potrafił dyktować treść kilku listów równocześnie. Swoją drogą, ciekawe, jak radziłby sobie z dzisiejszą rzeczywistością…
Dzisiaj jadąc do pracy, stałam jak zwykle w gigantycznym korku i korzystając z okazji obserwowałam ludzi z sąsiednich samochodów. Młoda dziewczyna w yarisie cały czas rozmawiała przez komórkę, żywo gestykulując i przy okazji robiła poranny makijaż. Około 30-letni kierowca passata, stojący obok mnie, co chwilę brał na kolana laptopa i coś pisał, po czym, gdy trzeba było podjechać kilka metrów, nerwowo zrzucał go na siedzenie pasażera. Elegancka kobieta w sporym, terenowym samochodzie, która obserwowałam w lusterku, jadła kanapkę popijając kawą w kubku z popularnej kawiarni i segregowała papiery, które co chwilę zasłaniały jej postać niemalże fruwając pod dachem auta.
Ty też czasami robisz kilka rzeczy naraz (szczególnie rano)? Z czego to wynika?
W zdecydowanej większości przypadków z nieumiejętnego zarządzania czasem. Znałam to doskonale z codziennych zmagań mojej rodziny. Gdy dzwonił budzik – sygnalizujący porę pobudki młodszych dzieci, każdemu wydawało się, że jest jeszcze TYLE czasu, żeby się umyć, ubrać, wyjść z psem, zjeść i dojechać do szkoły – otóż nie! Połowę czasu dzieci poświęcały na leniwe ścielenie łóżek i mycie. Przy śniadaniu zaczynało się robić nerwowo i zwykle nie było już czasu na dokończenie posiłku (który jest najważniejszym w ciągu dnia!) bo trzeba było niemalże biegiem wychodzić z domu. Często kończyło się to niezabraniem książek lub zeszytów lub założeniem bluzki na lewą stronę. Nie trzeba chyba mówić o humorach domowników po takim początku dnia. Im więcej zamętu i chaosu towarzyszyło porannym czynnościom tym gorzej wyglądał cały dzień.

Znaleźliśmy na to sposób. Jaki? Bardzo prosty – nastawiamy budzik 15 minut wcześniej, dzieci przygotowują ubrania już poprzedniego dnia. Zrobiliśmy również specjalny grafik porannych spacerów z psem – ten, kto może najpóźniej wyjść z domu ma zaszczyt towarzyszyć Muffinowi w przechadzce po okolicy. Wystarczyło zaledwie kilka zmian, aby każdy z nas wychodził rano z domu zadowolony, uśmiechnięty i dobrze przygotowany – dzięki temu, czynności wykonywane później przychodziły nam łatwiej i byliśmy do nich lepiej nastawieni.
Czy Tobie również zdarza się z powodu tzw. braku czasu robić kilka rzeczy naraz lub rezygnować z ważnych czynności takich jak zjedzenie śniadania? Może masz swój sposób na uniknięcie tego typu stresujących sytuacji.


Idealny dzień na działanie jest dzisiaj!

20/04/2009

Powiedz, tak szczerze, jak często rezygnujesz ze zrobienia czegoś odkładając to na „lepsze czasy”? Czyli tak naprawdę „wieczne nigdy”. Najczęściej efektem takiego podejścia jest całkowita rezygnacja z działania lub przekładanie go do momentu, gdy zadanie musi być absolutnie „już” wykonane. Powoduje to stres i frustrację.
Pierwsza osobą, jaka pojawia mi się przed oczami, gdy myślę o ludziach czekających na cudowne zbiegi okoliczności jest moja siostra. Wielokrotnie, już w dzieciństwie, zamiast podjąć wyzwanie i spróbować realizować swoje marzenia, w obawie przed porażką poddawała się. Bardzo interesowała się gimnastyką artystyczną, oglądała filmy i czytała książki opowiadające o tym pięknym sporcie. Nigdy natomiast nie odważyła się pójść na zajęcia, które rodzice jej opłacili. Tak bardzo bała się konfrontacji własnych możliwości ze sportową rzeczywistością i jej wymaganiami, że nie zdecydowała się nawet na jedną lekcję.
Pamiętam jak chciała zrobić prawo jazdy. Rodzice obiecali, że będą jej pożyczać samochód (pamiętam, jak bardzo jej zazdrościłam). Najpierw godziny zajęć teoretycznych kolidowały jej z tańcem towarzyskim, na który chodziła, później nadwyrężyła sobie ścięgno w prawej nodze i zrezygnowała z jazd, ale tylko „na jakiś czas”. Gdy chciała do nich wrócić okazało się, że musi powtórzyć test teoretyczny zanim wyjedzie na miasto z L-ką na dachu. Od tego czasu minęło 21 lat(!!) przez, które zawsze znajdywała jakąś wymówkę – wyjazdy służbowe, problemy ze zdrowiem, inne wydatki itp. Dopiero teraz, gdy jej podejście uległo zmianie postanowiła mimo znacznie większej ilości przeszkód zrobić to, co już dawno powinna mieć za sobą. Jak jej się udało? Skorzystała ze sprawdzonej metody 5 kroków walki z prokrastynacją (czyli odkładaniem zrobienia rzeczy na później), której jednym z etapów jest stworzenie planu działania. Moja siostra również opracowała plan – dzieląc cały kurs na poszczególne etapy ( zajęcia teoretyczne, test teoretyczny, zajęcia praktyczne, test praktyczny itp.)
Ważne jest, aby w życiu nie czekać na sprzyjające warunki tylko samemu je stwarzać! Pamiętaj, że to, co przychodzi trudniej i wymaga więcej wysiłku daje tez znacznie więcej satysfakcji. Przecież chodzi o realizację Twoich marzeń!

Czy Tobie również zdarzyło się stracić szansę lub nie osiągnąć celu przez ciągłe oczekiwanie na lepsze czasy? Może udało Ci się przezwyciężyć tendencję do odkładania wykonania zadań? Pamiętasz, jakie były przyczyny takiego zachowania?


Gdyby tak doba miała 25 godzin!

20/04/2009

Czy istnieje sposób, żeby w jednym dniu zmieścić sprzątanie domu, odwiedziny znajomych, korepetycje córki i wizytę u weterynarza z psem? Dzisiaj przekonałam się, że jest to możliwe, ale wierz mi nie było lekko. Dlaczego? Przez brak planu! O ile zawsze staram się mieć przygotowany „harmonogram” dnia i wykonywać wszystko w odpowiedniej kolejności – aby nie tracić bez sensu czasu – tym razem spadło mi na głowę mnóstwo zajęć dosłownie w ostatnim momencie. Ale od początku.
Po nocnej ulewie okazało się, że starsza córka wychodząc wieczorem na imprezę zapomniała zamknąć okna – jej pokój oraz pokój syna obok dosłownie pływały. Zanim zdążyłam zabrać się za sprzątanie powodzi zadzwonił telefon – moim znajomi, poznani kilkanaście lat temu podczas jednego z zagranicznych szkoleń, w jakich miałam przyjemność uczestniczyć na początku swojej kariery zawodowej, przylatują do Warszawy i chętnie mnie odwiedzą (widujemy się średnio dwa razy do roku, dlatego nie pomyślałam nawet o rezygnacji z takiej szansy). No świetnie się zaczyna – pomyślałam i zaczęłam zastanawiać się, co przygotować na kolację i jednocześnie gdzie ja schowałam mopa. Gdy zeszłam na parter wpadłam na syna, który oświadczył mi, że MUSI jechać na 18 na korepetycje na drugą stronę miasta i oczywiście ja mam zostać jego szoferem. Lekko zaszokowana taką ilością informacji, wracałam na piętro z odnalezionym mopem i nagle usłyszałam znane mi dobrze, wywołujące ciarki na plecach dźwięki. To nasz pies – Muffin wymiotował na środku sypialni. Jest fanem mydła o zapachu czekoladowym moich córek i korzystając z otwartych drzwi łazienki – poczęstował się.
Cudownie! Czy może wydarzyć się coś jeszcze? Na szczęście to były wszystkie atrakcje, jakie mnie czekały. Wyobrażasz sobie siebie w tej sytuacji? Totalny chaos, mnóstwo rzeczy do zrobienia a czasu do wieczornego spotkania coraz mniej. Jak sobie poradziłam? Nie zgadniesz! Zostawiłam wszystko tak jak było i zamknęłam się na chwilę w gabinecie. Wyjęłam mój notes i zapisałam kolejno:

• zadzwonić do Marka (mój maż) żeby zawiózł syna na korepetycje na 18:00 i zrobił zakupy na kolację,
• wysłać Magdę (starsza córka) do weterynarza z Muffinem ,
• posprzątać „powódź”,
• przygotować kolację.

Tak też zrobiłam. Chcąc ze wszystkim zdążyć musiałam ustalić hierarchię oraz przekazać część obowiązków innym. Zdążyło Ci się coś podobnego? Jak udało Ci się wybrnąć z trudnej sytuacji „nie-do-ogarnięcia”?


Mamo, tato wybaczcie – chcę żyć po swojemu!

06/04/2009

Znasz to uczucie? Ciągłe poczucie winy i „stawanie na głowie”, aby tylko spełnić oczekiwania najbliższych. Ten proces często zaczyna się już w szkole podstawowej. Uczysz się dla rodziców, żeby byli zadowoleni, dumni i usatysfakcjonowani Twoimi wynikami. Przy okazji – mogą pochwalić się znajomym. Każdą czwórkę przyjmujesz z kwaśną miną. Chciałbyś być dobry, najlepszy. Często nie jest to jednak możliwe – każdy z nas ma swoje indywidualne predyspozycje.
„Konikiem” mojego taty w kwestii moich wyników szkolnych był język polski. Ja tego przedmiotu nie znosiłam. Gdy chwaliłam się piątkami z matematyki lub biologii nie wzbudzało to w nim większego entuzjazmu. Gdy dostawałam czwórkę z wypracowania (co dla mnie samej było niesamowitym wyczynem i z czego byłam ogromnie dumna) pytał „czemu tak słabo?”. Powodowało to, że czułam się fatalnie, uważałam, że jestem mało zdolna, że nigdy nie uda mi się spełnić oczekiwań taty. W liceum historia ta miała swój ciąg dalszy. Zdając na studia „celowałam” oczywiście w kierunki humanistyczne. Na moje nieszczęście dostałam się na socjologię. Po dwóch miesiącach, zrozumiałam, że dłużej tego nie wytrzymam i że nie chcę tak żyć. Rzuciłam studia na Wydziale Filozofii i Socjologii, aby przygotować się do egzaminów na ekonomię. Chyba nie muszę mówić z jaką dezaprobatą spotkała się moja decyzja w domu. Tata przez cały rok był mocno niepocieszony, a wręcz oburzony. Ale czas robi swoje i pozwolił także mojemu tacie nabrać do sprawy dystansu. Gdy już odbierałam dyplom po skończeniu studiów, powiedział ze wzruszeniem w oczach, że jest ze mnie bardzo dumny. A ja? Cieszę się, że miałam siłę i odwagę zawalczyć o to, co było moim marzeniem.
Pamiętaj, że tylko od Ciebie zależy Twoje życie. Zanim zaczniesz narzekać najpierw zastanów się czy robisz to co rzeczywiście chcesz robić. Czy może nieustannie starasz się sprostać oczekiwaniom innych przez co popadasz we frustrację i przygnębienie.
Zdarzyła Ci się kiedyś sytuacja, kiedy musiałeś wybierać między aprobatą bliskich lub znajomych, a własnymi pragnieniami? Co wybrałeś i jaki był tego skutek?


Chciałbyś o sobie przeczytać?

05/04/2009
Tak? Nic prostszego! I nie mówię tu wcale o gazetach plotkarskich czy książkach biograficznych tylko o Twoim własnym pamiętniku! Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie duże znacznie dla wyznaczania i realizowania życiowych celów ma właśnie ta metoda. Bez względu na to czy wybierzesz pamiętnik, dziennik, czy pisanie listów (do siebie samego, lub do kogoś bliskiego – nie musisz ich oczywiście wysyłać, ważna jest forma) pozwoli Ci to nabrać niezbędnego dystansu. Wracając, co jakiś czas do zapisków sprzed kilku dni czy tygodni odkryjesz siebie całkiem na nowo – przeczytasz o uczuciach, pragnieniach i lękach, których możesz nie dopuszczać do „głosu” w codziennym życiu. W ten sposób określisz swoje prawdziwe cele i priorytety, przekonasz się, co Cię blokuje i czego potrzebujesz, by cieszyć się życiem. A wówczas – będziesz mógł przystąpić do działania.

Nigdy nie prowadziłeś pamiętnika? Nie wiesz jak zacząć list? Spokojnie. Po pierwsze na to nigdy nie jest za późno – moja znajoma dopiero teraz w wieku 55 lat za moją namową zaczęła pisać dziennik. Po drugie – nie przejmuj się formą, stylistyką i „atrakcyjnością” pisanego tekstu – to nie ma być dzieło literackie, ale Twoje myśli przelane na papier. Jeśli czytając je zauważysz wyraźny chaos to również jedna z informacji o Tobie.
Co jest podstawą powodzenia tej metody? – szczerość, szczerość i jeszcze raz szczerość. Nie udawaj przed sobą samym, nie graj – tylko od Ciebie zależy czy odkryjesz swoje marzenia, czy lepiej poznasz swoje prawdziwe „ja”.
Pamiętaj, że ta metoda nie tylko pozwoli określić Ci cele i sprawnie zarządzać czasem. Dzięki niej możesz odkryć prawdy o sobie, które naprawdę Cię zaskoczą a ich poznanie może mieć duży wpływ na Twoje dalsze życie. Dla przykładu opowiem Ci o mojej przyjaciółce. Kilka lat temu, gdy zmieniła pracę i spadło jej na głowę mnóstwo obowiązków zaczęła prowadzić dziennik – wypisując, co ma do zrobienia (zarówno w pracy jak i w domu). Później w dzienniku zaczęła opisywać swoje uczucia, stał się on bardziej pamiętnikiem. Pewnego wieczora zadzwoniła do mnie i powiedziała, że właśnie czyta swoje zapiski i zdała sobie sprawę, że od wielu miesięcy nic ją nie łączy z mężczyzną „jej życia” (jak jej się dotąd wydawało). Żyli obok siebie, ale nie razem – dopiero analiza kilku ostatnich tygodni uświadomiła jej jak bardzo są sobie „obcy”. Zrozumiała też, że właśnie ta dziwna sytuacja w domu powodowała, że czuła się ciągle przygnębiona, zmęczona, miała niskie poczucie własnej wartości. Po jakimś czasie od tej rozmowy rozstali się. Ostatnio powiedziała mi, że to była jedna z najlepszych decyzji w jej życiu.
A czy Ty prowadzisz pamiętnik? Czy udało Ci się dzięki przelaniu uczuć i planów na papier coś zmienić w swoim życiu?