Moja córka wróciła ostatnio z wyjazdu na zieloną szkołę. Gdy po tygodniu szaleństw i zabaw odbierałam ją spod szkoły zapytała mnie: „Mamo, dlaczego jak jestem na wyjeździe i jest tak fajnie to zdaję sobie z tego sprawę dopiero po powrocie?”. Wtedy opowiedziałam jej, jaki sposób na to znalazłam wiele lat temu.
Gdy wyjeżdżałam na obozy zawsze doceniałam spędzony tam czas i różne śmieszne,a czasami trochę straszne sytuacje dopiero po powrocie. Po jednym z takich wypadów obiecałam sobie, że podczas każdego wyjazdu znajdę chwilę, aby usiąść na chwile i pozwolić, aby dotarły do mnie myśli tłumione przez bieżące sprawy i działania.
Niby taki prosty zabieg, a jaki skuteczny!
Pamiętam, jak spędzając wakacje w Wilkasach, poszłam po kolacji na pomost z kubkiem herbaty malinowej i patrzyłam na jezioro dziękując losowi, że pozwolił mi przeżywać coś tak wspaniałego. Przepełniała mnie ogromna (trochę niewytłumaczalna) radość, energia. Ciepły wiatr i zapach jeziora są w moich myślach do dzisiaj. Gdy tylko dzieje się coś przyjemnego w moim życiu np. przygotowania do ślubu, wyczekana i długo planowana podróż na Malediwy, obserwowanie pierwszych kroków mojej córki – mówię sobie – „Jak wspaniale jest tu być!”. Dzięki temu jeszcze bardziej doceniam każdą chwilę, a po powrocie nie żałuję, że np. wyjazd minął zbyt szybko. Wiem, że „wycisnęłam” z niego maksimum przyjemności i że robiłam to całkowicie świadomie.
Moja córka postanowiła wykorzystać mój sposób na najbliższym wyjeździe. Powiedziała mi, że nigdy nie chce żałować, że będąc w pięknym miejscu z przyjaciółmi nie potrafiła tego docenić.
Czy Tobie zdarza się w pogoni za przyjemnością utracić kontakt z rzeczywistością i dopiero po dłuższym czasie powrócić wspomnieniami do „starych dobrych czasów”? A może potrafisz celebrować chwilę?